Wskaźnik WIBOR ma zostać wycofany z polskiego systemu finansowego, jednak zanim to nastąpi, warto wiedzieć, co przemawia przeciwko jego dalszemu stosowaniu w umowach kredytowych. Sądy coraz częściej wydają wyroki korzystne dla kredytobiorców, a prawnicy wskazują na nieprzejrzysty sposób ustalania wskaźnika i brak transparentności banków.
Wskaźnik oparty na deklaracjach, nie na realnych transakcjach
Pierwszy zarzut wobec WIBOR-u dotyczy jego konstrukcji. Wskaźnik nie wynika z faktycznie zawieranych transakcji między bankami. Instytucje deklarują, po jakim oprocentowaniu byłyby gotowe pożyczać sobie pieniądze, ale często takich transakcji wcale nie zawierają. WIBOR nie odzwierciedla więc faktycznego kosztu pożyczenia pieniędzy na rynku, tylko przewidywania i deklaracje uczestników panelu.
Wartość wskaźnika może odbiegać od warunków rzeczywistych operacji finansowych, na przykład przy krótkoterminowym finansowaniu banków. Kredytobiorca spłaca ratę oparta na liczbie oderwanej od realnej ceny pieniądza, płacąc więcej, niż wynikałoby to z aktualnych warunków rynkowych. Prawnicy specjalizujący się w sporach kredytowych wskazują, że taki mechanizm narusza zasadę równowagi kontraktowej: konsument ponosi koszty oparte na wartościach niemających pokrycia w transakcjach rzeczywistych.
Metodyka WIBOR-u zakłada, że banki przedstawiają jedynie własne estymacje stóp procentowych, bez weryfikowalności danych. Kredytobiorca nie ma jak sprawdzić, czy podane przez banki wartości odpowiadają faktycznym warunkom rynkowym. Sytuacja, w której bank sam uczestniczy w ustalaniu wskaźnika, a potem stosuje go wobec swoich klientów, podważa bezstronność całego procesu. To jeden z argumentów w dyskusji, czy WIBOR może mieć charakter abuzywny w rozumieniu przepisów chroniących konsumentów.
Brak transparentności wobec kredytobiorców
Osoby zaciągające kredyty z WIBOR-em rzadko wiedzą, kto i jak ustala jego wysokość. Proces wyliczania trudno zweryfikować, bo opiera się na ocenach przedstawicieli największych banków, nie na danych ogólnodostępnych. Konsument, który chciałby zrozumieć, dlaczego jego rata wzrosła, nie ma narzędzi ani dostępu do szczegółowych informacji. Wielu kredytobiorców nie zdaje sobie sprawy, co może ich czekać przy gwałtownym ruchu wskaźnika.
Relacja banku z klientem powinna opierać się na zaufaniu i jasnym przekazywaniu informacji: klient musi rozumieć, jak bank ustala koszty jego zobowiązania i na jakich zasadach zmienia się oprocentowanie. Instytucje finansowe wielokrotnie zaniedbują obowiązek wytłumaczenia, czym jest WIBOR, jak się go wylicza i jakie niesie ryzyko. Konsumenci podpisują umowy bez pełnej świadomości, w którą stronę i z jakiego powodu może pójść ich rata.
Problem zaostrza się tam, gdzie bank nie udostępnia szczegółowych materiałów edukacyjnych, a pracownicy nie potrafią rzetelnie wyjaśnić mechanizmów wpływających na wysokość rat. Kredytobiorca dowiaduje się o wzroście kosztów obsługi kredytu dopiero z powiadomienia o nowej racie, bez szansy na wcześniejsze przygotowanie budżetu. Brak dostępu do procedur ustalania wartości wskaźnika stawia pod znakiem zapytania zgodność takiego rozwiązania z zasadami prawa bankowego, które wymagają przejrzystości wobec klientów.
Przewaga informacyjna banków jako źródło nierówności
Banki dysponują pełną wiedzą o mechanizmach kształtowania wskaźnika, mają dostęp do danych rynkowych i monitorują jego zmiany na bieżąco. Konsument jest tu stroną wyraźnie słabszą, bez wiedzy specjalistycznej i narzędzi technicznych do samodzielnej oceny obiektywności stosowanej wartości WIBOR-u. Ta asymetria informacyjna sprawia, że kredytobiorca zawiera umowę w warunkach niepewności, nie znając realnego ryzyka finansowego, jakie bierze na siebie.
Ochrona interesów banków kosztem kredytobiorców
Kolejny problem dotyczy tego, kto faktycznie ponosi ryzyko związane ze stosowaniem WIBOR-u. Banki oferują kredyty z tym wskaźnikiem jako rozwiązanie standardowe, w praktyce zabezpieczając głównie własne interesy. Gdy stopy procentowe rosną, dodatkowe koszty spadają na klienta, a marża banku pozostaje nienaruszona niezależnie od sytuacji rynkowej. W efekcie kredytobiorca przejmuje na siebie ryzyko, nie mając wpływu na sposób ustalania wskaźnika.
Kredyty oparte na stałej stopie procentowej są w Polsce zdecydowanie mniej popularne niż te z WIBOR-em. Banki rzadziej je promują, a gdy już oferują, warunki bywają mniej atrakcyjne. Może to świadczyć o niechęci instytucji finansowych do samodzielnego ponoszenia ryzyka zmienności stóp procentowych, które wolą przerzucić na klienta.
Wniosek: WIBOR nie powinien służyć jako podstawa wyliczania oprocentowania kredytów, skoro nie opiera się na rzeczywistych transakcjach między bankami. Konsument nie zweryfikuje jego wartości samodzielnie, a banki, współuczestnicząc w ustalaniu poziomu wskaźnika, znajdują się w sytuacji potencjalnego konfliktu interesów, co podważa jego obiektywność.
Z analiz prawnych wynika, że banki nie wypełniają w pełni obowiązku informacyjnego wobec klientów i wykorzystują przewagę nad nimi, chroniąc przede wszystkim własne interesy.
Mechanizm przenoszenia ryzyka na kredytobiorcę
W kredycie opartym na WIBOR-ze bank przerzuca na klienta całe ryzyko zmiany kosztów finansowania. Gdy rynek międzybankowy reaguje na decyzje w polityce pieniężnej, wzrost wskaźnika natychmiast podnosi wysokość raty. Marża banku zostaje stabilna, niezależnie od tego, czy jego faktyczne koszty pozyskania kapitału wzrosły w tym samym stopniu. Klient nie dysponuje żadnym narzędziem obrony przed skokowymi wzrostami obciążeń, bo zmienność WIBOR-u jest wpisana w umowę jako element, którego nie można kwestionować ani ograniczyć. To jeden z powodów, dla których kredytobiorcy sprawdzają, jakie roszczenia mogą zgłosić w związku z takimi zapisami umowy.
Taki model kontraktowy stoi w sprzeczności z zasadami uczciwości obrotu konsumenckiego, ponieważ przyznaje bankowi pełną kontrolę nad wysokością rat kredytu, podczas gdy kredytobiorca nie ma realnego wpływu na kształtowanie tego elementu kosztów. Podpisując umowę, nie jest w stanie przewidzieć, jak wysokie zobowiązania będzie spłacał w przyszłości, co podważa jego prawo do podejmowania w pełni świadomych decyzji finansowych.
