Banki oferujące kredyty z WIBOR-em ograniczały się często do jednego oświadczenia o zapoznaniu z ryzykiem zmiennego oprocentowania. Sądy coraz częściej uznają, że taki formalny zapis nie wystarcza, jeśli klient nie rozumiał, jak wskaźnik działa i co oznacza dla wysokości raty. Poniżej sprawdzamy, jakich informacji brakowało i jak oceniają to sądy.
Jak banki tłumaczyły mechanizm ustalania wskaźnika
Banki niewystarczająco tłumaczyły klientom, jak dokładnie ustala się WIBOR. Osoby podpisujące umowy nie wiedziały, że wskaźnik nie wynika bezpośrednio z rzeczywistych transakcji międzybankowych, lecz z deklaracji banków składanych każdego dnia roboczego. Ten proces nazywa się fixingiem: wyznaczone banki podają, po jakim oprocentowaniu byłyby gotowe pożyczać sobie nawzajem pieniądze, a z tych wartości, po odrzuceniu skrajnych, wyznacza się średnią, która staje się aktualnym poziomem WIBOR.
Po wejściu w życie unijnego rozporządzenia BMR rynek depozytów międzybankowych praktycznie zamarł, więc panel banków deklaruje stawki w dużej mierze szacunkowo, a nie na podstawie realnych transakcji. Banki nie wyjaśniały, kto nadzoruje fixing, jak często wskaźnik się zmienia i co na niego wpływa. Zamiast tego posługiwały się hasłami takimi jak "oprocentowanie rynkowe" czy "zmienne oprocentowanie", bez pokazania, jak przekłada się to na konkretną ratę. Ten brak przejrzystości dotyczył także potencjalnej możliwości wpływu banków na wskaźnik, co mogło skutkować nieuzasadnionym wzrostem kosztów kredytu.
Ryzyko wzrostu rat i brak ostrzeżeń ze strony banków
Banki nie przedstawiały symulacji pokazujących, co się stanie z ratą przy wzroście stóp procentowych. Klient mógł usłyszeć, że "oprocentowanie jest zmienne", ale nie zobaczył, co to znaczy w liczbach.
Przy kredycie na 400 tysięcy złotych na 25 lat, z marżą 2 proc. i WIBOR 3M na poziomie 0,3 proc., rata w momencie podpisania umowy wynosiła około 1 800 zł. Po wzroście WIBOR do 7 proc. sięgnęła prawie 3 300 zł, czyli wzrosła o ponad 80 proc. Bank nie ostrzegł klienta, że rata może niemal się podwoić w krótkim czasie. Wiele osób podjęło decyzję bez świadomości tych konsekwencji i z czasem wpadło w problemy finansowe.
Większość instytucji nie dostarczała nawet podstawowych scenariuszy: jak zachowa się rata przy wzroście wskaźnika o 1, 3 czy 5 punktów procentowych. Bez takich danych kredytobiorca nie miał narzędzi, by oszacować, czy zdoła wywiązywać się z zobowiązań w razie pogorszenia warunków rynkowych. Brakowało też porównania z ofertami o stałym oprocentowaniu, które pozwoliłyby świadomie wybrać wariant dopasowany do tolerancji ryzyka.
Uwaga: obowiązujące wcześniej przepisy wymagały tylko ogólnego pouczenia o ryzyku zmiennej stopy, bez obowiązku przedstawienia konkretnych symulacji. Banki korzystały z tej luki prawnej.
Jak sądy oceniają obowiązek informacyjny banków
W najnowszych orzeczeniach sądy wskazują, że banki nie wywiązywały się z obowiązku informacyjnego przy zawieraniu umów z WIBOR-em. Choć linia orzecznicza w sprawach dotyczących WIBOR wciąż się kształtuje, powtarza się wspólny wniosek: bank powinien przedstawić klientowi mechanizm działania wskaźnika, jego ryzyka oraz wpływ na koszty kredytu w sposób zrozumiały, nie tylko formalny.
Samo wpisanie do umowy zapisu o "zmiennym oprocentowaniu" nie wystarcza, jeśli klient nie otrzymał wcześniej jasnego wyjaśnienia, co to oznacza w praktyce. Obowiązek informacyjny nie ogranicza się do przekazania ogólnych sformułowań czy dokumentu do podpisania, bank powinien aktywnie zadbać o to, by kredytobiorca rozumiał zasady ustalania WIBOR. Podejście to nawiązuje do standardu wypracowanego w sprawach frankowych, gdzie sądy badały, czy konsument otrzymał rzetelną wiedzę o ryzyku, a nie tylko podpisał blankietowe oświadczenie.
W uzasadnieniach podkreślano, że klient nie miał realnej możliwości ocenić ryzyka, bo nie otrzymał danych pozwalających oszacować wpływ zmiany wskaźnika na jego sytuację. Sędziowie zwracają uwagę na brak symulacji, brak porównań z innymi opcjami kredytowymi oraz język niezrozumiały dla osoby bez wiedzy finansowej. Niektóre sądy uznały, że taka relacja bank-klient była sprzeczna z zasadami równości stron i przejrzystości umowy, bo bank miał przewagę wiedzy i nie wyrównał tej dysproporcji rzetelną informacją.
Język umów i jego wpływ na świadomość konsumenta
Umowy kredytowe miały formę wielostronicowych dokumentów z zapisami regulaminowymi, odesłaniami do załączników i fragmentami pisanymi żargonem finansowym. Klient nie mógł łatwo odnaleźć informacji, jak dokładnie oblicza się oprocentowanie zmienne, ani jakie czynniki decydują o jego zmianie. Banki powoływały się na ogólnie dostępne źródła, na przykład stronę GPW Benchmark, ale nie tłumaczyły, jak w praktyce odczytać te dane. Odesłanie do administratora wskaźnika brzmiało wiarygodnie, lecz przeciętny klient i tak nie wiedział, gdzie szukać i co sprawdzać.
Przeciętny kredytobiorca bez wiedzy ekonomicznej nie miał szans zrozumieć, że WIBOR wyznaczany jest przez panel banków i że jego wartość zależy nie tylko od sytuacji rynkowej, ale też od deklaracji tych samych instytucji, które udzielały mu kredytu. Brak prostego opisu sprawiał, że klient podpisywał umowę bez pełnej świadomości konsekwencji finansowych.
Dlaczego banki nie dostarczały pełnych wyjaśnień
Szczegółowe wyjaśnienie procesu fixingu i jego słabości mogłoby skłonić część kredytobiorców do wyboru innych rozwiązań oprocentowania, na przykład o stałej stopie, które choć droższe na starcie, dawały przewidywalność kosztów przez cały okres kredytowania.
Banki kierowały się maksymalizacją sprzedaży i ograniczały się do minimalnych wymogów formalnych. Klient podpisywał oświadczenie w rodzaju "kredytobiorca został poinformowany o ryzyku zmiennej stopy procentowej", co nie oznaczało rzeczywistego zrozumienia, czym to ryzyko jest, ile może wynieść i kiedy przełoży się na podwyżkę raty. Formalnie bank mógł wykazać, że pouczył klienta, faktycznie konsument podpisywał dokument bez świadomości realnych konsekwencji. Doradca kredytowy rzadko miał interes w tym, by zniechęcać klienta szczegółowym opisem ryzyka, premiowano sprzedaż, nie ostrożność.
Asymetria informacyjna a równowaga stron umowy
Relacja bank-kredytobiorca ma naturalną nierówność w dostępie do wiedzy. Bank dysponuje zespołem specjalistów, bazami danych, modelami prognozowania stóp procentowych i doświadczeniem z setek tysięcy umów. Klient najczęściej bierze kredyt pierwszy raz w życiu i nie ma narzędzi, by ocenić, czy oferowane warunki są uczciwe.
Odpowiedzialność banku powinna polegać na wyrównaniu tej asymetrii poprzez klarowne przedstawienie informacji. Gdy tego zabrakło, konsument zawierał umowę, nie rozumiejąc do końca, na co się godzi. Taka dysproporcja może prowadzić do uznania niektórych postanowień umownych za nieuczciwe, szczególnie gdy dotyczą podstawowego elementu, jak mechanizm ustalania oprocentowania i jego wpływ na koszt kredytu. Ten argument, brak rzetelnej informacji wobec strukturalnej przewagi banku, pojawia się dziś najczęściej w pozwach kredytobiorców kwestionujących WIBOR.
